Zanim John Rambo stał się ikoną popkultury i symbolem kina akcji lat 80., był bohaterem jednego z najlepszych dramatów amerykańskiego kina powojennego. Powrót „Rambo: Pierwszej krwi” w reżyserii Teda Kotcheffa na ekrany polskich kin w zremasterowanej wersji 4K stwarza okazję, by spojrzeć na ten tytuł na nowo, poza cieniem legendy, którą z czasem sam stworzył.
John J. Rambo, weteran wojny w Wietnamie, przybywa do niewielkiego miasteczka Hope w stanie Waszyngton, by odnaleźć dawnego towarzysza broni. Zamiast spotkania czeka go jednak seria drobnych upokorzeń, które szybko przeradzają się w otwarty konflikt z lokalną władzą. Gdy policyjne działania eskalują w brutalną konfrontację, Rambo ucieka do lasu otaczającego Hope. To, co miało być rutynowym działaniem, uruchamia spiralę przemocy, nad którą nikt nie panuje, zaś senne niegdyś miasteczko staje się areną starcia jednostki z systemem.
Choć film Kotcheffa zapisał się w historii jako początek jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii w dziejach kina, jego pierwsza odsłona daleka jest od schematów widowiskowego kina akcji. „Rambo: Pierwsza krew” to przede wszystkim dramat antywojenny, opowiadający o konsekwencjach wojny, z którymi jej uczestnicy muszą mierzyć się długo po zakończeniu walk. Centralnym tematem filmu jest stres pourazowy oraz niemożność odnalezienia się w świecie, który nie potrafi zrozumieć doświadczenia weteranów.
W kreacji Sylvestra Stallone’a Rambo jawi się jako postać milcząca i wewnętrznie rozbita, naznaczona przemocą, której sama nie inicjuje, lecz której nie potrafi uniknąć. Film bezlitośnie odsłania mechanizmy prowadzące do eskalacji konfliktu i pokazuje, jak łatwo społeczeństwo spycha na margines tych, którzy nie mieszczą się w jego porządku. W tym sensie „Pierwsza krew” rozdrapuje jedną z najboleśniejszych ran amerykańskiej historii – doświadczenie wojny w Wietnamie i jej długotrwałe skutki.
Z czasem postać Rambo została uproszczona i przekształcona w popkulturowy symbol nieśmiertelnego wojownika. Repremiera „Pierwszej krwi” przypomina jednak, że u źródeł tej historii stał film znacznie bardziej gorzki i niejednoznaczny – dramat o przemocy systemowej, strachu przed innością i samotności człowieka pozbawionego miejsca w powojennej rzeczywistości.